Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Skoro trafi na szczęśliwy grunt.“
Margrabia pomógł wysiąść pani de La Pommeraye przy bramie; ta zaś nie miała nic pilniejszego, jak pospieszyć wyrazić naszym skromnisiom, jak bardzo była zadowolona z wykonania roli.
KUBUŚ. — Jeśli utrzymają się w niej tak jak rozpoczęły, wówczas, margrabio des Arcis, nie wywiniesz się, choćbyś był samym djabłem.
PAN. — Chciałbym wiedzieć, co one mają za zamiar.
KUBUŚ. — Ja zaś byłbym bardzo nierad: toby zepsuło wszystko.
GOSPODYNI. — Od tego dnia, margrabia stał się częstszym gościem u pani de La Pommeraye; zauważyła to, nie pytając wszelako o przyczynę. Nie mówiła nigdy pierwsza o nowych znajomych; czekała aż sam poruszy tę materję: co margrabia zawsze czynił skwapliwie i ze źle udaną obojętnością.
MARGRABIA. — Czy widziałaś pani nasze przyjaciółki?
PANI DE LA POMMERAYE. — Nie.
MARGRABIA. — Wiesz pani, że to nie jest zbyt pięknie? Jesteś bogatą; one w niedostatku; i nie ofiarujesz im bodaj łyżki zupy od czasu do czasu!
PANI DE LA POMMERAYE. — Myślałam, że lepiej mam zaszczyt być znaną panu margrabiemu. Miłość użyczała mi niegdyś zalet, obecnie przyjaźń użycza przywar. Zapraszałam z dziesięć razy, nie zdoławszy ich ściągnąć ani raz jeden. Wzbraniają się odwiedzać mnie, wskutek swoich osobliwych pojęć; kiedy ja bywam u nich, muszę zostawiać pojazd na rogu ulicy, i przemykać się w najskromniejszem