Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


hrabiątko: przestaniesz widzieć dokoła djabłów i piekło i będziesz urocza jak dawniej. Obawiasz się że ci to mogę wymawiać, jeśli kiedyś wrócimy do siebie; ale, przedewszystkiem, może nie wrócimy nigdy; tedy, dla obawy mniej lub więcej uzasadnionej, pozbawiasz się najmilszej z przyjemności. W istocie, ambicja aby być lepszą odemnie, nie warta jest tego poświęcenia.
— Bardzo słusznie mówisz, margrabio, toteż nie to mnie wstrzymuje...“
Powiedzieli sobie jeszcze wiele innych rzeczy, których nie pamiętam.
KUBUŚ. — Pani gosposiu, napijmy się łyczek; to odświeża pamięć.
GOSPODYNI. — Napijmy się łyczek... Okrążywszy nieco aleje, pani de La Pommeraye i margrabia wsiedli do powozu. Pani de La Pommeraye rzekła: „Jak mnie to postarza! Kiedy to przybyło do Paryża, nie większe było jak tyle.
— Mówisz o córce damy, którą spotkaliśmy na przechadzce?
— Tak. Zupełnie jak w ogrodzie: róże więdnące ustępują miejsca świeżym. Czyś się jej przyjrzał?
— Najsumienniej.
— Jak ci się wydała?
— Głowa dziewicy Rafaela na ciele jego Galatei; a przytem ta słodycz głosu!
— Niewinność spojrzenia!
— Skromność obejścia!
— Przystojność rozmowy, jaka u żadnej młodej dziewczyny nie uderzyła mnie w tym stopniu. Oto skutek wychowania!