Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Natychmiast porzuca margrabiego i spieszy na spotkanie naszych świętoszek. Młoda d’Aisnon wyglądała czarująco w owem prostem ubraniu, które, nie ściągając oczu na strój, kieruje całą uwagę na samą osobę. „Ach, więc to pani?“
— Tak, to ja.
— I jakże się pani miewa, co się z wami działo? Wszak to już wiek cały upłynął od ostatniego widzenia.
— Znane są pani nasze nieszczęścia; trzeba było poddać się wyrokom losu i żyć w ustroniu jak przystało naszemu skromnemu mieniu; porzucić świat, skoro się nie da w nim zachować godnego siebie stanowiska.
— Ale dlaczegoż opuszczać mnie, która nie liczę się do świata i zawsze miałam natyle rozumu, aby go sądzić tak jak na to zasługuje!
— Jednym ze smutnych przywilejów nieszczęścia jest to, iż rodzi nieufność; ubodzy lękają się, aby się nie stali natrętni.
— Wy natrętne, mnie! takie przypuszczenie, to niemal obraza.
— Pani, ja jestem bez winy: mało dziesięć razy przypominałam mamusi o pani, ale rzekła tylko: Pani de La Pommeraye... nikt, nikt, moja córko, nie pamięta już o nas.
— Cóż za niesprawiedliwość! Usiądźmy nieco, porozmawiamy. Oto margrabia des Arcis, mój przyjaciel; obecność jego nie będzie nas krępować. Ależ ta panienka wyrosła! ależ wypiękniała od czasu jakeśmy się nie widziały!
— Położenie nasze ma tę korzyść, iż broni nam