Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


napisane w górze o nim, o tobie czytelniku, i o wielu innych. „Panie, rzekła do chlebodawcy Kubusia, czy puści nas pan tak samych? Spójrz pan: ręczę, że choćbyś miał jeszcze sto mil przed sobą, nie będziesz pił lepszego przez całą drogę.“ Tak mówiąc, ścisnęła butelkę między kolanami i dobyła korek, poczem, z osobliwą zręcznością, przytkała otwór wielkim palcem, nie uroniwszy ani kropelki płynu. „Dalej, rzekła do Kubusia, prędko, prędko, szklanka.“ Kubuś podsuwa szklankę; gospodyni cofa nieco palec, i oto twarz Kubusia cała okryła się pianą. Kubuś zniósł pogodnie psotę, gospodyni zaczęła się śmiać, Kubuś i pan również. Wychylono parę szklaneczek, jedną po drugiej, aby zapoznać się z charakterem butelki, poczem gospodyni rzekła: „Bogu chwała! wszyscy szczęśliwie w łóżkach, nikt nie będzie przerywał, mogę podjąć opowiadanie.“ Kubuś, spoglądając na nią oczyma których wino szampańskie spotęgowało naturalną żywość, rzekł: „Nasza gospodyni była piękna jak anioł; jak panu się wydaje?
PAN. — Była! Do paralusza, ależ jest jeszcze, Kubusiu!
KUBUŚ. — Panie, ma pan słuszność; bo też ja nie porównywałem jej z żadną inną kobietą, jeno z nią samą, gdy była młodsza.
GOSPODYNI. — Phi, niewiele zostało z tego dzisiaj; dawniej, kiedy to można było mnie objąć w pasie dwoma pierwszymi palcami obu rąk, wtedy trzeba było na mnie patrzeć! Zbaczano z drogi bodaj o cztery mile, aby tutaj nocować. Ale dajmy pokój... różne tam były, lepsze i gorsze, te głowy,