Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kapitana, skoro zdarzyła się panu de Guerchy? Ale, opowiadając, ubijesz dwa ptaszki na jeden strzał, i pouczysz mnie o przygodzie obu tych osobistości, nie znam jej bowiem.
KUBUŚ. — Tem lepiej! ale przysięgnij pan.
PAN. — Przysięgam.
Czytelniku, miałbym wielką pokusę zażądać od ciebie tej samej przysięgi, ale zwrócę ci tylko uwagę na pewne dziwactwo w charakterze Kubusia, które odziedziczył widocznie po swym dziadku Jazonie, milczącym tandeciarzu; mianowicie Kubuś, nawspak zwyczajowi gadułów, mimo iż lubił dużo mówić, miał wstręt do powtarzań. Dlatego też, powiadał nieraz panu: „Pan mi gotuje bardzo smutną przyszłość; cóż się ze mną stanie, kiedy nie będę miał już nic do powiedzenia?“
— Powtórzysz da capo.
— Kubuś i powtarzanie! Zgoła przeciwna rzecz jest zapisana w górze; gdyby mi się zdarzyło powtórzyć się, nie mógłbym powstrzymać wykrzyknika: „Ach, gdyby dziadek cię słyszał!...“ i żałowałbym knebla.“
KUBUŚ. — W czasach kiedy grywano w gry hazardowne na jarmarkach św. Germana i św. Wawrzyńca...
PAN. — Ależ to w Paryżu, kolega zaś kapitana jest komendantem granicznej fortecy.
KUBUŚ. — Na miłość boską, panie, daj mi pan mówić... Kilku oficerów weszło do kramiku, gdzie zastali innego oficera, rozmawiającego z gospodynią. Jeden z przybyszów zaproponował partyjkę kości; trzeba bowiem panu wiedzieć, iż, po śmierci