Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


naście pierwszych lat życia, spędzonych u babki i dziadka.
PAN. — Jak się nazywali? czem się trudnili?
KUBUŚ. — Tandeciarstwem. Mój dziadek Jazon miał sporą kupkę dzieci. Cała rodzina była poważna; wstawali, ubierali się, szli do swych interesów; wracali, jedli obiad, znowuż wychodzili, nie mówiąc ani słowa. Wieczorem, zasiadali na krzesłach; matka i córki przędły, szyły, robiły szydełkiem, nie mówiąc słowa; chłopcy wypoczywali; ojciec czytał Stary Testament.
PAN. — A ty, co robiłeś?
KUBUŚ. — Biegałem po pokoju z kneblem w gębie.
PAN. — Z kneblem!
KUBUŚ. — Tak, z kneblem; no i ów przeklęty knebel zaszczepił mi tę namiętność mówienia. Tydzień minął niekiedy, zanim ktoś otworzył usta w domu Jazonów. Przez całe swoje życie (a było długie), babka wyrzekła jeno kapelusz do sprzedania, a dziadek, siedzący cały dzień w sklepie, wyprostowany, z rękami wsuniętemi za klapy surduta, powiedział tylko: dwa grosze! Bywały dnie, w których skłonny był przestać wierzyć w Biblię.
PAN. — Dlaczegóż-to?
KUBUŚ. — Z przyczyny powtórzeń, które wydawały mu się gadulstwem niegodnem świętego Ducha. Powiadał, iż ludzie, którzy coś powtarzają dwa razy, to głupcy, i że biorą za głupców tych którzy ich słuchają.
PAN. — Kubusiu, a gdybyś, aby wynagrodzić sobie długie milczenie jakie zachowałeś przez dziesięć