Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Albo gdyby we mnie wygasła ona najpierw.
— Masz słuszność, czuję to.
— Nigdy mi się nie zdałaś równie uroczą, równie piękną jak w tej chwili; i, gdyby doświadczenie przeszłości nie uczyniło mnie oględnym, mniemałbym iż kocham cię więcej niż kiedykolwiek.“ I margrabia, mówiąc w ten sposób, ujął jej ręce i całował je... (Żono? — Co tam? — Kupiec ze słomą. — Zobacz w rejestrze. — A rejestr?... zostań, zostań, mam już). Pani de La Pommeraye, dławiąc śmiertelny żal jaki targał jej serce, podjęła rozmowę i rzekła:
„Cóż tedy będzie z nami, margrabio?
— Nie zawiedliśmy wzajem swego zaufania; ty, pani, masz prawo do pełni mego szacunku; ja, mniemam, również nie zupełnie straciłem prawa do twego: będziemy się widywać nadal; będziemy zażywać ufności płynącej z najtkliwszej przyjaźni. Oszczędziliśmy sobie wszystkich udręczeń, wszystkich drobnych oszukaństw, wymówek, kwasów jakie towarzyszą zazwyczaj dogasającym namiętnościom; jesteśmy jedynym w swoim rodzaju przykładem. Pani odzyszkasz zupełną wolność; wrócisz mi moją; będziemy bujać po świecie; ja będę powiernikiem twoich zdobyczy; nie będę przed tobą ukrywał moich, o ile mnie jakie czekają, o czem wątpię mocno, uczyniłaś mnie bowiem zbyt wymagającym. To będzie rozkoszne! Ty będziesz wspierać mnie swą radą, ja nie odmówię ci mojej, gdyby, w jakiej drażliwej okoliczności, wydała ci się potrzebną. Któż wie, co może się zdarzyć?“
KUBUŚ. — Nikt.
GOSPODYNI. — „Jest bardzo prawdopodobne, że,