Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziwe Margrabina de La Pommeraye, ja, ja, niestała! płocha!... Markizie, wpadnij w gniew, szukaj nazw najbardziej zelżywych, sama już sobie je dałam; rzuć mi je w twarz, gotowa jestem przyjąć wszystkie... wszystkie, z wyjątkiem miana kobiety fałszywej; tego oszczędzisz mi, mam nadzieję, w istocie bowiem nie jestem nią... (Żono? — Co takiego? — Nic. — Niema chwili spokoju w tym domu, nawet w dnie gdy niema gości i gdy się zdaje że nic nie będzie do roboty. Jakże litości godną jest kobieta mego fachu, zwłaszcza gdy ma skończonego tumana za męża!) To rzekłszy, pani de La Pommeraye osunęła się na fotel i zaczęła szlochać. Margrabia rzucił się do jej kolan i rzekł: „Jesteś pani kobietą uroczą, godną uwielbienia, kobietą rzadką. Twoja szczerość, uczciwość, upokarza mnie: powinienem umrzeć ze wstydu. Ach! jaką wyższość daje ci ta chwila nademną! Jaka mi się zdajesz wielka, a jakim ja sam sobie małym! ty, pani, obwiniłaś się pierwsza, podczas gdy ja pierwszy stałem się winny. Moja przyjaciółko, szczerość twoja porywa mnie za sobą; byłbym potworem, gdyby mnie nie porwała. Otóż, wyznam ci, że historja twego serca jest słowo w słowo historją mego. Wszystko co ty sobie mówiłaś, i ja sobie powiedziałem również; ale milczałem, cierpiałem i nie wiem kiedy miałbym odwagę się odezwać.
— Prawdę mówisz, margrabio?
— Najprawdziwszą; nie zostaje nam nic, jak tylko sobie powinszować wzajemnie, iż, w jednym i tymsamym czasie, zgasło w nas kruche i zwodnicze uczucie jakie nas łączyło.
— W istocie, cóż za nieszczęście, gdyby moja czułość miała przetrwać, wówczas gdy twoja minęła!