Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszelako główną, jakby można mniemać: główną była namiętność do mówienia. Im więcej okazywało się zadowolenia i cierpliwości w słuchaniu, tem więcej miało się zasługi w jej oczach; toteż, nie dała się prosić z podjęciem przerwanej historji osobliwego małżeństwa; postawiła jedynie za warunek, że Kubuś będzie milczał. Pan przyrzekł milczenie w imieniu Kubusia. Kubuś ułożył się niedbale w kącie, z zamkniętemi oczami, czapką wciśniętą na uszy, plecami nawpół odwrócony ku gospodyni. Pan kaszlnął, splunął, wytarł nos, dobył zegarka, spojrzał na godzinę, dobył tabakierki, puknął w denko, zażył niuch tabaki; i gospodyni zabrała się do smakowania nieopisanej rozkoszy własnego gadulstwa.
Gospodyni miała zacząć, kiedy usłyszała skomlenie suczki.
— Magdusiu, spojrzyj-no tam na biedne stworzenie... To mi odrywa uwagę, nie wiem już gdzie stanęłam.
KUBUŚ. — Jeszcześ pani nic nie powiedziała.
GOSPODYNI. — Owi dwaj ichmoście, z którymim się posprzeczała o biedną Linkę, wówczas właśnie, kiedy pan przybył...
KUBUŚ. — Mów pani: panowie.
GOSPODYNI. — A to dlaczego?
KUBUŚ. — Dlatego, iż dotychczas odnoszono się do nas z tą uprzejmością i że do tego przywykłem. Pan mówi mi „Kubusiu“, inni „panie Jakóbie“.
GOSPODYNI. — Ja nie mówię ani Kubusiu, ani panie Jakóbie, ja się do niego nie odzywam... (Proszę pani? — Co tam? — Rachunek numeru piątego. — Poszukaj u mnie, na kominku). Owi dwaj ludzie, to za-