Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PAN. — Kubusiu, zapominasz się; dopuszczasz się w tej chwili tej samej niewłaściwości która cię tak raziła.
KUBUŚ. — Ale-bo panowie...
PAN. — Ale-bo słudzy...

No i cóż, czytelniku, cóżby mi przeszkadzało wszcząć gwałtowną kłótnię między temi trzema osobistościami? Kubuś pochwyciłby gospodynię za bary i wypchnął za drzwi; z kolei pan pochwyciłby za kark Kubusia i przepędził na cztery wiatry; jedno poszłoby w jedną stronę, drugie w drugą; i nie usłyszelibyście ani historji gospodyni ani dalszego ciągu amorów Kubusia? Uspokójcie się, nie uczynię nic podobnego. Gospodyni podjęła tedy:
„Trzeba przyznać, że, jeżeli bywają bardzo źli mężczyźni, zdarzają się też i bardzo złe kobiety.
KUBUŚ. — I nie trzeba daleko wędrować aby je spotkać.
GOSPODYNI. — Czego ten tu nos wściubia? Ja jestem kobietą, mogę tedy mówić o kobietach co mi się podoba; obejdę się bez twego przytakiwania.
KUBUŚ. — Takie dobre moje przytakiwanie co i czyje inne.
GOSPODYNI. — Widzę, że pański służący ma przewrócone w głowie i nie wie jak się zachować przy panu. I ja mam też służących, ale chciałabym widzieć, aby się który ośmielił!...
PAN. — Kubusiu, siedź cicho, i pozwól pani mówić.
Gospodyni, ośmielona odezwaniem się pana,