Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I dlatego że mąż pani wyświadczył mi dobro, ja mam świadczyć zło komu innemu? Rozumiem, gdyby miejsce było wolne...“

Kubuś miał ciągnąć dalej, kiedy weszła gospodyni, trzymając na ręku Linkę obandażowaną, całując ją, pocieszając, pieszcząc, przemawiając jak do własnego dziecka: „Biedna Linka nie przestała jęczeć przez całą noc. A wy, panowie, dobrzeście spali?
PAN. — Bardzo dobrze.
GOSPODYNI. — Zaciągnęło się z niepogodą na dłużej.
KUBUŚ. — Bardzo nas to martwi.
GOSPODYNI. — Panowie daleko jadą?
KUBUŚ. — Nie wiadomo.
GOSPODYNI. — Czy panowie spieszą za kimś?
KUBUŚ. — Za nikim.
GOSPODYNI. — Jadą, lub zatrzymują się, wedle spraw jakie mają w drodze?
KUBUŚ. — Nie mamy żadnych.
GOSPODYNI. — Panowie podróżują dla własnej przyjemności?
KUBUŚ. — Albo przykrości.
GOSPODYNI. — Życzę, aby zawsze było to pierwsze.
KUBUŚ. — Pani życzenie nie zaważy w tem ani na łut; stanie się wedle tego jak jest zapisane w górze.
GOSPODYNI. — Ach, więc to chodzi o małżeństwo?
KUBUŚ. — Może tak, może nie.
GOSPODYNI. — Panowie, miejcie się na baczno-