Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„A czy twój pan, który rozkazuje człowiekowi nie znając go, dał ci rozkaz zapłacenia com winien?
— Rzecz załatwiona. Spiesz się, czekają cię w zamku, gdzie, zaręczam, będzie ci lepiej niż tu, jeżeli dalszy ciąg odpowie ciekawości z jaką wszyscy pragną cię oglądać.“
Daję się namówić; wstaję, ubieram się, podejmują mnie pod ramiona. Pożegnałem się z doktorową, i już miałem wsiadać do karocy, kiedy ta kobieta zbliża się do mnie, ciągnie za rękaw, i prosi abym się cofnął w głąb pokoju, ile że chce mi powiedzieć słóweczko. „Moje drogie dziecko, powiada, sądzę iż nie masz powodu uskarżać się na nas; doktór uratował ci nogę, ja pielęgnowałam jak mogłam; mam nadzieję, że, będąc w zamku, nie zapomnisz o nas.
— Cóż mogę uczynić dla państwa?
— Poproś aby mąż jeździł cię nadal opatrywać; toć tam jest chmara ludzi! To najlepsza klientela w okolicy; pan zamku to człowiek wspaniały, pan całą gębą, płaci hojnie; od ciebie jedynie zależałoby postawić nas na nogi. Mąż próbował się tam wkręcić na kilka zawodów, ale napróżno.
— Ale, pani doktorowo, czyż w zamku niema chirurga?
— Oczywiście że jest!
— A gdyby pani była jego żoną, czy byłabyś rada gdyby mu ktoś podstawił nogę i wysadził go z miejsca?
— Temu chirurgowi nie jesteś nic winien, sądzę zaś iż jesteś cośkolwiek winien mężowi: jeżeli chodzisz na dwóch nogach jak wprzódy, to jego dzieło.