Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siada sztukę rachunku i stara się oto właśnie pogodzić księgi handlowe ze swą kalkulacją. Rzecz niełatwa, rozmawialiśmy o tem, ale nie wątpię że zdoła to osiągnąć.
— A ten drugi?
— To cymbał.
— Ale pozatem?
— Cymbał, który wynalazł maszynę do podrabiania biletów bankowych, lichą maszynę, niedokładną w dwudziestu może szczegółach.
— A ten trzeci, w ubraniu z galonami, który gra na wiolonczeli?
— Ten jest tutaj tylko przelotnie; dziś wieczór może, albo jutro rano (sprawa jego bowiem to czysta błahostka) przeniosą go do Bicêtre.
— A pan?
— Ja? moja sprawa jest jeszcze większe nic.“
Po tej odpowiedzi, wstaje, rzuca czapeczkę na łóżko, i w tejże chwili trzej towarzysze więzienia znikają. Kiedym wchodził, zastałem Gousse’a w szlafroku; siedział przy stoliku, i pracował równie spokojnie jak u siebie w domu. Zostaliśmy sami. „No, a pan, cóż pan tu robisz?
— Ja? pracuję, jak pan widzi.
— Ale kto pana wsadził?
— Ja sam.
— Jakto, pan sam?
— Tak, ja sam, do usług.
— W jakiż sposób wziąłeś się do tego?
— Tak samo jakbym się wziął z kim innym. Wytoczyłem samemu sobie proces; wygrałem, i, na skutek wyroku jaki uzyskałem przeciw sobie oraz