Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chirurg nie powiedział im wprawdzie że mam pieniądze; ale znali swego kuma: brał mnie do domu! to wystarczało. Zapłaciłem co byłem winien, rozdałem dzieciom drobne upominki, których rodzice nie zostawili długo w ich rękach. Było to rano. Gospodarz wyszedł w pole, gospodyni wzięła na plecy kosz i również opuściła chatę; dzieci, markotne i nierade iż je obłupiono, znikły. Dość że, kiedy chodziło o to aby mnie wydobyć z mego barłogu, ubrać i ułożyć na noszach, nie było nikogo prócz doktora, który zaczął nawoływać na całe gardło bez żadnego skutku.
PAN. — A Kubuś, który lubi rozmawiać sam ze sobą, powiadał sobie zapewne: Niech nigdy nie płaci z góry, kto chce być dobrze obsłużony.
KUBUŚ. — Nie, panie; nie był to czas roztrząsań moralnych, jeno czas klątew i niecierpliwości. Niecierpliwiłem się, kląłem, do dumań przeszedłem jedynie na końcu: podczas zaś gdy się w nich pogrążyłem, doktor, który zostawił mnie samego, powrócił z dwoma chłopkami, najętymi na mój koszt, czego przedemną nie ukrywał. Dzięki ich pomocy, znalazłem się niebawem na noszach, sporządzonych z materaca rozpostartego na żerdziach.
PAN. — Bogu niech będzie chwała! jesteś tedy w domu chirurga, zakochany na śmierć w żonie lub córce doktora.
KUBUŚ. — Zdaje mi się, że pan się myli.
PAN. — I ty myślisz, że ja będę tkwił trzy miesiące w domu doktora, zanim usłyszę pierwsze słowo o twoich amorach? O, Kubusiu, to być nie może. Daruj-że mi, błagam, opis domu i charakteru doktora