Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zatrzymał, był oberżystą, niesposób się omylić: krótki i gruby jak beczka, z rękawami koszuli odwiniętymi po łokcie, z włóczkową czapeczką na głowie, opasany kuchennym fartuchem i z wielkim nożem wiszącym u boku. „Prędko, prędko, łóżka dla tego nieszczęśliwca, rzekł pan; chirurga, doktora, aptekarza“... Wśród tego, ułożono Kubusia u jego stóp, z ogromnym kompresem na czole i z zamkniętemi oczyma. „Kubusiu? Kubusiu?
— Czy to pan?...
— Tak, to ja; popatrzże na mnie.
— Nie mogę.
— Cóż ci się takiego stało?
— Ach, koń! przeklęty koń! opowiem to jutro, jeźli nie umrę w ciągu nocy.“
Podczas gdy go przenoszono i układano w izbie, pan czuwał nad każdym krokiem i wołał: „Ostrożnie tylko, stąpajcie powoli; powoli, do króćset! urazicie go jeszcze. Ty tam, od nóg, bierz się na prawo; ty, od głowy, na lewo.“ Kubuś zaś mówił po cichu: „Było tedy zapisane w górze!...

Zaledwie Kubuś znalazł się w łóżku, zasnął głębokim snem. Pan spędził noc przy jego wezgłowiu, macając puls i odwilżając kompresy. Kubuś, ocknąwszy się, ujrzał go przy tem zajęciu i rzekł: Co pan tu robi?
PAN. — Czuwam nad tobą. Jesteś moim sługą, gdy jestem chory lub zdrów; ale ja twoim, kiedy tobie co dolega.
KUBUŚ. — Bardzom rad widzieć, że pan jest człowiek ludzki; niezbyt częsty to przymiot u panów, gdy chodzi o sługę.