Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bez zasad. Ośmdziesiąt franków nie wystarczało mu; jednem tedy pociągnięciem pióra, przyczynił sobie siedmset dwadzieścia których mu było potrzeba. A owe cenne książki, z których uczynił mi podarek! — Cóż to znów za książki?... — Ale Kubuś i jego pan? ale miłostki Kubusia? Ach, czytelniku, cierpliwość z jaką mnie słuchasz, jest dowodem, jak mało zainteresowania budzą w tobie moi bohaterowie, i miałbym pokusę zostawić ich własnemu losowi... Potrzebowałem pewnej cennej książki, Gousse przynosi mi ją; za jakiś czas, potrzebuję innej; przynosi znowu: chcę zwrócić koszta, nie chce przyjąć. Potrzebuję trzeciej rzadkiej książki. „Co tej, powiada, to panu nie dostarczę, za późno pan powiedział; znajomy mój, doktór Sorbony, umarł.
— A cóż ma wspólnego śmierć doktora Sorbony z książką której sobie życzę? Czyżbyś pan tamte dwie zaczerpnął z jego biblioteki?
— Naturalnie!
— Bez pozwolenia?
— Ech! na cóż mi było pozwolenia w tym akcie sprawiedliwego rozdziału dóbr? Dokonałem małego i najwłaściwszego w świecie obrotu, przenosząc książki z miejsca gdzie stały daremnie, w inne, w którem miały posłużyć do dobrego użytku...“ I sądźcież teraz o charakterach i postępkach ludzkich! Ale przewyborna jest historja owego Gousse z własną żoną... Rozumiem; macie już dość, i bylibyście zdania, abyśmy odszukali naszych podróżnych. Czytelniku, obchodzisz się ze mną jak z automatem; to nie uprzejmie: Powiadaj o miłostkach Kubusia, nie powiadaj o miłostkach Kubusia; życzę sobie usłyszeć historję p. Gousse;