Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chyba do szaleństwa... Zaledwie przybyły rozkazy ministerstwa, kapitan, pod pozorem podziękowania za zaszczyt jakim go obdarzono, spieszy na dwór, przedstawia iż on jest bogaty, ubogi zaś jego kolega ma toż samo prawo do łaski królewskiej; że stanowisko jakie oddano jemu wynagrodziłoby godnie służby jego przyjaciela, wspomogłoby go w skromnych stosunkach majątkowych, jemu zaś samemu zamiana ta sprawiłaby największą radość. Ponieważ minister nie miał innego zamiaru jak tylko rozdzielić parę dziwaków, szlachetne zaś postąpienie zawsze potrafi przemówić do duszy, postanowiono... Przeklęte bydlę, będziesz ty trzymać głowę prosto?... Postanowiono, że kapitan zostanie w pułku, jego zaś kolega obejmie dowództwo fortecy.
Zaledwie ich rozdzielono, uczuli jak bardzo byli sobie potrzebni wzajem; popadli w głęboką melancholię. Kapitan zażądał półrocznego urlopu, aby odetchnąć rodzinnem powietrzem; ale, ujechawszy dwie mile od garnizonu, sprzedaje konia, przebiera się za wieśniaka i spieszy do miejsca gdzie towarzysz jego był komendantem. Zdaje się, iż to było umówione między nimi. Przybywa... Gnaj-że, gdzie ci się podoba! Czy jest gdzie jeszcze jaka szubienica którą masz ochotę odwiedzić?... Niech się pan śmieje zdrowo, w istocie, to bardzo zabawne... Przybywa; ale, mimo całej ostrożności z jaką starali się ukryć zadowolenie ze swego widoku, i mimo ścisłego przestrzegania zewnętrznych oznak uniżoności należnej ze strony prostego wieśniaka komendantowi fortecy, było zapisane w górze, iż niektórzy oficerowie, obecni przypadkiem przy spotkaniu, a świa-