Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PAN. — Panie Jakóbie, bądź wisielcem, skoro los tak każe i koń twój tak powiada; ale nie bądź bezczelnym: skończ z głupiemi przypuszczeniami, i opowiadaj historyę kapitana.
KUBUŚ. — Panie, niech się pan nie gniewa, toć bywało iż wieszano bardzo uczciwych ludzi: quiproquo sprawiedliwości.
PAN. — Takie quiproquo są bardzo niemiłe. Mówmy o czem innem.
Kubuś, nieco pokrzepiony rozmaitymi wykładami jakie znalazł dla końskiego prognostyku, rzekł:
„Kiedy wstąpiłem do pułku, było w nim dwóch oficerów, równych mniejwięcej co do wieku, urodzenia, lat służby i zasług.
„Jednym z nich był właśnie mój kapitan. Jedyna różnica jaka zachodziła między nimi, to iż jeden był bogaty, a drugi nie. Mój kapitan był tym bogatym. Para takich ludzi musiała uczuć do siebie albo sympatję albo antypatję najwyższego stopnia: tu zachodziło i jedno i drugie...“
Tutaj, Kubuś zatrzymał się, co przytrafi mu się wielekroć w ciągu opowiadania, mianowicie za każdym razem gdy koń obróci głowę w prawo lub w lewo. Po każdej takiej przerwie, podejmując na nowo, powtarzał ostatnie zdanie, jak człowiek dręczony czkawką.
„...Zachodziło jedno i drugie. Były dni, w których byli najlepszymi przyjaciółmi w świecie, inne znów, w których czuli się śmiertelnymi wrogami. W dnie przyjaźni, szukali się, ugaszczali, ściskali, dzielili każdą troską, radością, potrzebą; radzili się wzajem w kwestjach najbardziej poufnych, w sprawach