Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że jedno zależy od drugiego; tak, panie, niekiedy mam uczucie, że sam los szepce mi do ucha...
PAN. — I dobrze wychodzisz na tem jeśli go posłuchasz?
KUBUŚ. — Z pewnością: świadkiem ów dzień, kiedy mi szepnął, że pański zegarek znajduje się na grzbiecie wędrownego kramarza...
Pan zaczął ziewać; ziewając, bębnił palcami w tabakierkę, patrzał w przestrzeń, i, patrząc w przestrzeń, rzekł do Kubusia: Czy nie spostrzegasz czegoś po lewej ręce?
KUBUŚ. — Owszem, i założyłbym się że to jest coś, co nie zechce abym wiódł dalej moją historję, ani też aby pan rozpoczął swoją...
Kubuś miał słuszność. Ponieważ rzecz którą widzieli zbliżała się ku nim, oni zaś zbliżali się ku niej, dwa te ruchy, odbywające się w przeciwnym kierunku, skróciły odległość. Niebawem ujrzeli wóz, obity czarno, zaprzężony w cztery kare konie, przybrane w czarne czapraki, które im otulały głowy i spadały aż do nóg; z tyłu dwaj lokaje na czarno; za nimi dwaj inni, również przystrojeni czarno, każdy na karym koniu przybranym w rząd cały czarny; na koźle, czarny woźnica, w kapeluszu z opuszczoną krezą, obwiązanym długą krepą, która spływała po lewem ramieniu. Woźnica siedział z pochyloną głową, puścił wolno cugle, i nietyle powodował końmi, ile dał się im prowadzić. I oto, nasi podróżni zrównali się z żałobnym wozem. Nagle, Kubuś wydaje krzyk, osuwa się raczej niż zesiada z konia, wydziera sobie włosy i tarza się po ziemi, krzycząc: „Mój kapitan! mój biedny kapitan! to on, niema wątpliwości, to