Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieco poufale zachował się z jedną z owieczek w rozmownicy; stwierdził przysięgą, iż widział to na własne oczy. Może była to prawda, może fałsz: któż dojdzie? Najzabawniejsze, iż, nazajutrz po tem oskarżeniu, przeor klasztoru otrzymał od chirurga pozew o należność za lekarstwa których ten dostarczył i zabiegi jakich udzielił łajdakowi furtjanowi w ciągu jego sekretnej choroby... Ale panie, pan nie słucha, i wiem co pana zaprząta: założyłbym się, że ta szubienica.
PAN. — Nie mogę przeczyć.
KUBUŚ. — Widzę że oczy pańskie błądzą uparcie po mej twarzy; czy mina wydaje się panu podejrzaną?
PAN. — Nie, nie.
KUBUŚ. — To znaczy: tak, tak. Ha, cóż! jeżeli pana przyprawiam o niepokój, nic prostszego jak się rozłączyć.
PAN. — Dajże spokój, Kubusiu, rozum tracisz; nie czujesz się pewny siebie?
KUBUŚ. — Nie, panie; któż może być pewny siebie?
PAN. — Każdy porządny człowiek. Czy Kubuś, poczciwy Kubuś, nie czuje tu, w sercu, odrazy do wszelkiej zbrodni...? Ech, Kubusiu, skończmy tę rozprawę i opowiadaj dalej.
KUBUŚ. — W następstwie potwarzy czy też tylko niedyskrecji furtjana, mnichy uczuły się w prawie uprzykrzać na tysiąc sposobów życie biednemu Ojcu Aniołowi, któremu wreszcie w głowie poczęło się mącić. Wówczas, zawołano lekarza, przekupionego z góry, i ten zaświadczył, że zakonnik cierpi na