Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kto inny niż ja, miły czytelniku, nie omieszkałby przystroić owej szubienicy nadobnym wisielcem i zgotować Kubusiowi przykrą niespodziankę. Uwierzylibyście może, bywają bowiem przypadki i bardziej osobliwe, ale niemniej nie byłoby to prawdą: szubienica była próżna.
Kubuś dał wydychać koniowi, który sam z siebie zszedł z pagórka, przebiegł z powrotem jar, i przywiódł Kubusia ku panu, ten zaś rzekł: Och, serdeńko, jakżeś mnie przestraszył! myślałem że już po tobie. Ale tyś, widzę, zadumany: o czem dumasz?
KUBUŚ. — O tem co ujrzałem.
PAN. — Cóżeś ujrzał?
KUBUŚ. — Szubienicę.
PAN. — O, do djaska! niedobry znak; ale przypomnij sobie swoje nauki. Jeśli to jest zapisane w górze, nic nie poradzisz, będziesz wisiał, drogi przyjacielu; jeśli nie jest zapisane, w takim razie koń poprostu zełgał. O ile to zwierzę nie jest jasnowidzące, podlega istotnie przykrym urojeniom; trzeba mieć na nie oko...
Po chwili milczenia, Kubuś przetarł czoło, otrząsnął się, jak się czyni aby odsunąć przykrą myśl, i zaczął nagle:
„Stare mnichy naradziły się między sobą, i postanowiły, za jakąbądź cenę i jakimbądź sposobem, pozbyć się młokosa, który był dla nich takiem upokorzeniem. Wie pan co uczynili?... Ale panie, pan nie słucha.
PAN. — Słucham, słucham, jedź dalej.
KUBUŚ. — Przekupili furtjana, starego hultaja jak oni. Stary hultaj oskarżył młodego Ojczyka, iż