Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakie towarzystwo zastali? — Mięszane. — Co mówiono? — Nieco prawdy, i wiele kłamstw. — Czy byli tam ludzie dorzeczni? — Gdzież ich niema? a także i przeklęci zadawacze pytań, których unika się jak zarazy. A co najwięcej raziło Kubusia i pana, przez cały czas gdy się przechadzali... — Więc się przechadzali? — Bezustanku, o ile tylko nie siedzieli lub nie leżeli... Najwięcej raziło ich to, iż zastali z jakich dwudziestu śmiałków, którzy zagarnęli sobie najwspanialsze apartamenta, gdzie, po największej części, było im jeszcze ciasno. Zuchwalcy ci utrzymywali, wbrew powszechnemu prawu i istotnemu znaczeniu napisu, iż zamek przekazano im na pełną własność; i, przy pomocy garstki płatnych hultai, wparli to przekonanie w znaczną liczbę również płatnych przez siebie hultai, gotowych, za drobną sztukę monety, powiesić lub zamordować pierwszego któryby się ośmielił sprzeciwić: wszelako, za czasu Kubusia i jego pana, bywały wypadki takiej śmiałości. — Czy uchodziły bezkarnie? — To względne.
Powiecie mi, iż czynię sobie zabawkę, i że, nie wiedząc co począć z mymi podróżnymi, rzucam się w alegorję, pospolity ratunek jałowych umysłów. Daruję wam moją alegorję i wszystkie bogactwa jakie mógłbym z niej wydobyć; przyznam co wam się spodoba, ale pod warunkiem, iż nie będziecie mnie nękać w kwestji ostatniego noclegu Kubusia i jego pana; czyto dobili do jakiegoś miasta i nocowali u dziewcząt; czy że spędzili noc u starego przyjaciela, który podjął ich jak mógł najlepiej; czy że szukali schronienia u mnichów zakonu żebrzącego, gdzie, dla miłości Bożej, dano im zły nocleg i lichą