Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chwilę, aby ściągnąć tu jakiegoś przybłędę, obcego człowieka, który będzie siedział nam na karku póki się spodoba Bogu i chirurgowi nie kwapiącemu się go uleczyć; wiadomo bowiem, iż każdy chirurg stara się przeciągać chorobę ile tylko może; przybłędę, powiadam, który nie śmierdzi ani szelągiem i który w dwój- i w trójnasób pomnoży nam wydatki. Kobieto, kobieto, jakże ty się pozbędziesz teraz tego człeka? Mówże co, żono, dajże jakąś rację.
— Czyż z tobą można mówić?
— Powiadasz, że jestem wściekły, że gderam; ciekawym ktoby nie był wściekły? ktoby nie gderał? Było jeszcze w piwnicy trochę wina: zobaczysz, czy długo się uchowa! Panowie chirurdzy wypili wczoraj przez wieczór więcej niż my i dzieci przez cały tydzień. A chirurg też nie będzie przychodził darmo, możesz sobie wyobrazić: któż go zapłaci?
— Tak, bardzo rozumnie mówisz, i dlatego że taka bieda, czynisz co możesz aby postarać się o nowe dziecko, jakgdyby ich nie było dosyć.
— Ale nie!
— Ale tak; jestem pewna, że zastąpię.
— Za każdym razem to powtarzasz.
— I nigdy nie chybiło, zwłaszcza kiedy ucho mnie swędziało, a czuję swędzenie jak nigdy.
— Et, ucho...
— Nie dotykaj! zostaw moje ucho! zostawże, człowieku, czyś oszalał? pożałujesz!
— Aha! toć poszczę już od wilii św. Jana.
— Póty będziesz wojował, aż... a potem za miesiąc będziesz się wykrzywiał, jakby to było z mojej winy.