— Nic. To już koniec — odparła makolągwa.
Ale co się stało z młynarzem? — spytał szczur.
— Ach! tego do prawdy nie wiem — odparła makolągwa — i wcale mnie to nawet nie obchodzi.
— Widzę z tego, że wzajem jakoś nie macie dla siebie sympatji — zauważył szczur.
— Zdaje mi się, że wcale nie pochwyciłeś morału tej historji — odcięła się makolągwa.
— Czego? — zapiszczał szczur.
— Morału.
— Czy chcesz przez to powiedzieć, że w historji tej tkwi jakiś morał?
— Naturalnie — potwierdziła makolągwa.
— W takim razie wybuchnął szczur tonem bardzo rozdrażnionym — w takim razie, powinnaś mnie była o tem uprzedzić, zanim zaczęłaś opowiadać. Gdybyś to była zrobiła, nie byłbym się przysłuchiwał, lecz z góry byłbym ci powiedział: ph! taksamo jak ów łysy krytyk w błękitnych okularach. Na szczęście mogę to jeszcze powiedzieć teraz. I szczur najcieńszym swym głosem pisnął: ph! zakręcił ogonem i napowrót uciekł do swej dziury.
— Jakże ci się podobał szczur wodny? — zagadnęła kaczka, w parę minut później nadpływając ku brzegowi. Niewątpliwie posiada on pewne zalety, ale co do mnie, to mam tak silne instynkta macierzyńskie, że nie moge się powstrzymać od łez na widok zatwardziałego starego kawalera.