Przejdź do zawartości

Strona:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

a deszcz lał strumieniami, tak, że biedny Janek nie widział już dokąd iść i nie mógł nadążyć za koniem. Wreszcie zupełnie stracił drogę i zabłąkał się wśród trzęsawiska, gdzie też biedak utonął. Zwłoki jego zostały nazajutrz znalezione przez kilku pastuchów, którzy, zobaczywszy jakąś masę, pływającą po czarnej kałuży, podeszli bliżej i, poznawszy biednego Janka, martwe jego ciało zanieśli do chałupki w ogrodzie.
 Janek był ogólnie lubiany; to też tłumy ludzi odprowadzały go na cmentarz, a na czele orszaku żałobnego kroczył młynarz.
 — Byłem najlepszym jego przyjacielem — mówił młynarz — słuszna więc, bym miał najprzedniejsze miejsce w pochodzie. Szedł więc na czele w długim czarnym płaszczu, od czasu do czasu wycierając sobie oczy dużą jaskrawą chustką.
 — Szkoda bardzo tego biednego Janka — mówił kowal wiejski, gdy po pogrzebie cała gromada wygodnie rozsiadła się w karczmie, gorącym winem zapijając słodkie pierniki.
 — Dla mnie jest to istotnie szkoda poważna — odparł młynarz. — Miałem bowiem odstąpić mu starą taczkę, a teraz nie wiem doprawdy, co z nią począć. W domu mi tylko zawadza, a tak jest zepsuta, że nikomu nie mógłbym jej odsprzedać. W przyszłości nigdy już nie będę nikomu czynił podarków. Człowiek tylko cierpi z powodu swej wspaniałomyślności.

 — Co dalej? — spytał szczur wodny po dłuższej pauzie.