Przejdź do zawartości

Strona:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

obawiał się, że w nocy mogliby go napaść rabusie.
 — Ciężki miałem dzień — mówił do siebie Janek, udając się na spoczynek. — Jestem jednak zadowolony, że nie odmówiłem młynarzowi, który jest przecież moim najlepszym przyjacielem, a prócz tego darował mi jeszcze taczkę.
 Nazajutrz, wczesnym rankiem, młynarz przybiegł, by odebrać pieniądze za wór mąki, ale Janek był tak zmęczony, że leżał jeszcze w łóżku.
 — Dalibóg! — zawołał młynarz — widzę, że jesteś bardzo leniwy. Mając zamiar obdarzyć cię taczką, sądziłem istotnie, że energiczniej umiesz pracować. Lenistwo jest wielkim grzechem, i nie ścierpiałbym, aby którykolwiek z mych przyjaciół był opieszały lub niedbały. Nie powinno cię dziwić, że mówię z tobą tak otwarcie. Nie przyszłoby mi do głowy postępować w ten sposób, gdybym nie był twym przyjacielem. Ale jakaż byłaby korzyść z przyjaźni, gdyby nie można było mówić otwarcie, co się myśli? Każdy może prawić komplimenta i schlebiać i starać się o względy, ale prawdziwy przyjaciel zawsze mówi nieprzyjemne prawdy i nie waha się sprawić przykrości. I jeśli jest prawdziwie szczerym przyjacielem, to często nawet tak postępuje, wiedząc, że postępuje dobrze.

 — Bardzo mi przykro — usprawiedliwiał się Janek, przecierając oczy i zrywając z głowy nocną czapeczkę — ale byłem ogromnie znużony, więc postanowiłem poleżeć dziś trochę dłużej w łóżku