Przejdź do zawartości

Strona:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

dochodząc w stronę wzgórza, z deską na ramieniu i dużym koszem kwiatów w ręku.
 — Do widzenia! — odparł Janek, żwawo zabierając się znów do roboty, tak był uradowany taczką.
 Nazajutrz zajęty był przywiązywaniem opadających pędów bluszczu nad bramą, gdy usłyszał głos młynarza, który go wołał po imieniu. Zbiegł więc szybko z drabiny i przez parkan wyjrzał na ulicę.
 Istotnie zobaczył młynarza, dźwigającego na plecach ogromny wór mąki.
 — Mój drogi Janku — rzekł młynarz — czy nie chciałbyś odnieść mi do miasta tego wora mąki?
 — Och, bardzo mi przykro — począł Janek — ale doprawdy jestem dziś ogromnie zajęty. Postanowiłem przywiązać wszystkie pnącze i podlać kwiaty i skosić trawę.
 — Tak — odparł młynarz — ale wobec tego, że ja ci dałem taczkę, nieuprzejmie to z twej strony odmawiać mi drobnej przysługi.
 — Ach, nie mówcie taki — zawołał Janek. — Ja dla wszystkich pragnąłbym być uprzejmym. — I chwyciwszy czapkę, wziął na ramiona ciężki wór i powlókł się z nim w stronę miasta.

 Dzień był bardzo skwarny, a droga tak pełna kurzu, że zanim Janek przebył sześć mil, uczuł się strasznie znużonym, i musiał usiąść i wypoczywać. Przezwyciężył się jednak i ostatecznie dotarł do miasta. Sprzedawszy mąkę po bardzo dobrej cenie, śpiesznie wracał do domu, gdyż