Przejdź do zawartości

Strona:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

szony to uczynić. Bo wiecie, zima ta była dla mnie bardzo ciężka, i nie miałem co za kupić kęsa chleba. Więc naprzód sprzedałem srebrne guziki od mej odświętnej kapoty, następnie srebrny łańcuszek, później dużą fajkę, a wreszcie zmuszony byłem sprzedać taczki. Ale teraz wszystko to odkupię napowrót.
 — Janku — rzekł młynarz — ja ci odstąpię moją taczkę. Wprawdzie w niezbyt dobrym znajduje się stanie; jedna strona całkiem odpadła i kółka także połamane, ale mimo to robię ci z niej podarek. Wiem, że to z mej strony bardzo wspaniałomyślnie, i niejeden będzie mnie z tego powodu uważał za głupca, ale ja nie jestem, jak inni ludzie. Mojem zdaniem, wspaniałomyślność jest istotą przyjaźni, zresztą dla siebie kupiłem już nową taczkę. Tak, możesz być co do tego całkiem spokojny — dostaniesz moją taczkę.
 — Tak, istotnie, to bardzo wspaniałomyślnie z waszej strony! — wykrzyknął Janek, a jego krągła, pogodna twarz zapłonęła radością. — Ja z łatwością naprawię tę taczkę, bo właśnie mam w domu nową deskę.

 — Nową deskę! — krzyknął młynarz. — Właśnie tego mi potrzeba do naprawy dachu na stodole. Ogromna się w nim zrobiła dziura, i zboże całkiem mi zamoknie, jeśli jej nie naprawię. Jak to dobrze, że mi o tem przypomniałeś! Dziwne zaiste, jak jeden dobry czyn natychmiast wywołuje drugi. Ja ci dałem taczkę, a ty zaraz obdarzasz mnie deską. Wprawdzie laczka znacznie większą