Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


downości i stwarza ów nastrój, w którym jedynie może być zrozumiany.
Z radością też myślę o tem, że o ile On sam jest „spotęgowaną, wszechogarniającą wyobraźnią“, taką też jest istota wszechświata. Powiedziałem w Dorjanie Gray‘u“, że wielkie grzechy świata mają siedlisko w mózgu, ale mózg jest również siedliskiem wszystkiego. Wiemy już, że nie widzimy oczami, ani słyszymy uszami. Są one tylko przewodami, przesyłającemi — sprawnie lub mniej sprawnie — wrażenia zmysłowe. W mózgu naszym ma mak pąsową barwę, jabłko — słodki swój aromat, a pieśń skowronka — tak miłe brzmienie.
Ostatnio studjowałem pilnie cztery poematy prozą o Chrystusie. Na Boże Narodzenie udało mi się zdobyć Nowy Testament po grecku. Codziennie, po uprzątnięciu mojej celi i wyczyszczeniu cynowych sprzętów, czytałem Ewangelję; jakiś tuzin wersetów, wyrwanych przypadkowo, z przygodnych ustępów. Jest to rozkoszny sposób rozpoczynania dnia. Każdy powinienby czynić to samo, nawet w życiu burzliwem i bezładnem. Wskutek powtarzania bez końca, w porę i nie w porę, utraciły dla nas Ewangelje urok świętości, naiwności i prostoty romantycznej. Odczyty-