Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w obec biednych, w obec ludzi zamkniętych w więzieniach, w obec poniżanych i nieszczęśliwych; daleko więcej jednak litował się nad bogaczami, nad zatwardziałymi hedonistami, nad tymi, co marnotrawią wolność swoją, stając się niewolnikami rzeczy, nad tymi, co przyodziani są w miękkie szaty i mieszkają w królewskich pałacach.
Bogactwa i rozkosze wydawały Mu się większemi w istocie tragedjami, aniżeli bieda i troska. Co się zaś tyczy altruizmu, któż lepiej od Niego wiedział, że o czynach naszych decyduje powołanie, nie zaś wola, i że nie można zbierać winnych jagód z krzewu tarniny lub fig z ostu?
Życie dla innych, jako określony, świadomy cel — nie stanowiło aktu Jego wiary. Nie było podstawą Jego wiary. Kiedy mówi: „Wybaczcie waszym nieprzyjaciołom“ — nie ma na względzie dobra nieprzyjaciół, ale własne dobro wybaczających, bowiem miłość piękniejszą jest od nienawiści. W Swojem wezwaniu do młodziana: „Sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj biednym“ — nie ma na względzie położenia biednych; myśli jedynie o duszy, którą skaził dostatek. Światopogląd Jego zgodny jest z światopoglądem artysty, który wie, że nieugięte prawo samo-