Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rejczyku“ Pater usiłuje uzgodnić życie artysty z życiem religijnem, w głębokiem, pełnem czaru, a zarazem surowem znaczeniu tego wyrazu. Ale Marjusz jest tylko widzem, idealnym co prawda, widzem, któremu danem jest „oglądać widowisko życia z odpowiedniemi uczuciami“, jak Wordsworth określa właściwe zadanie artysty. Jest on jednak widzem tylko, którego może zbyt wiele zajmuje zdobność ławek świątyni, aby mógł pamiętać, że stoi wobec świątyni cierpienia.
Daleko ściślejszy i bardziej bezpośredni widzę związek pomiędzy istotą życia Chrystusa a istotą życia artysty. Radością też prawdziwą napełnia mnie myśl, że na długo przedtem, zanim smutek i cierpienia opanowały dni moje i wprzęgły mnie w swoje koło, napisałem w „Duszy człowieka“, że ten, kto wieść miałby życie Chrystusowe, musiałby całkowicie i bezwzględnie być samym sobą. Zaś za przykłady wziąłem nietylko pasterza na zboczu górskiem i więźnia w jego celi, ale również i malarza, dla którego świat jest widowiskiem oraz poetę, dla którego świat jest pieśnią. Pamiętam, jak pewnego dnia, siedząc z Andre Gide‘m w jakiejś kawiarni paryskiej, powiedziałem mu, że metafizyka mało mnie w gruncie rzeczy zajmuje, a moralność wcale