Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiek na świecie, znieść ciężar strasznych moich przejść, i to jedynie siłą faktu swojego istnienia, siłą tego, że jest, jaką jest: ideałem po części i po części potęgą, istotą, która zarazem wskazuje nam, czem moglibyśmy się stać i dopomaga nam do stania się tem; duchem, który napawa balsamem powietrze, który sprawia, że wszystko, co jest wzniosłe, wydaje się tak prostem i naturalnem, jak światło słoneczne lub fale morskie; człowiekiem, dla którego piękno i smutek idą ręka w rękę i jednakie niosą posłannictwo. Przypominam sobie dokładnie, że powiedziałem jej wówczas, iż w jednym małym zaułku londyńskim wystarczająca jest ilość cierpienia, aby dowieść, że Bóg nie kocha człowieka. Dodałem też, że jeśli gdziekolwiek na świecie istnieje smutek dziecka, płaczącego w małym ogródku z powodu popełnionej czy niepopełnionej winy, kazi ten płacz dziecka całe oblicze świata. Byłem w najzupełniejszym błędzie. Powiedziała mi to; nie mogłem jej jednak uwierzyć. Nie wzniosłem się jeszcze tak wysoko, aby to zrozumieć. Obecnie wydaje mi się, że miłość jest jedynem możliwem wytłomaczeniem nadzwyczajnej masy istniejącego na świecie cierpienia. Nie mogę wyobrazić sobie żadnego innego wytłomaczenia. Przekonany