Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uczynić wszystko, co mnie spotyka, dobrem dla mnie. Twardą pryczę; wstręt budzące jadło; grube sznury, które drzeć muszą na pakuły zdrętwiałemi z bólu palcami; najniższe posługi, jakiemi zaczynam i kończę dzień każdy; szorstkie, krzykliwe nawoływania, związane, zda się, ściśle z rutyną więzienną; potworną odzież, nadającą cierpieniu błazeński pozór; milczenie, samotność, hańbę; — wszystko to razem, i każdą rzecz z osobna, przeistoczyć muszę w przeżycie duchowe. Każde poniżenie cielesne muszę usiłować przetworzyć w czynnik moralny, doskonalący duszę moją.
Chciałbym dojść do tego, aby módz powiedzieć z zupełną prostotą, bez żadnej przesady, że dzień, w którym ojciec mój wysłał mnie do Oksfordu, i dzień, w którym społeczeństwo wtrąciło mnie do więzienia, były dwoma wielkiemi punktami zwrotnemi w mojem życiu. Nie twierdzę, aby więzienie było najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać; zdanie takie miałoby posmak zbyt wielkiej goryczy w stosunku do mnie samego. Powiedziałbym raczej, albo chciałbym, aby o mnie mówiono, że byłem tak typowem dzieckiem mojego czasu, iż, w przewrotności mojej i w imię tej przewrotności, obracałem wszystko dobre w mojem życiu na złe i wszystko złe