Strona:Ogród życia (Zbierzchowski).djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

JABŁONKA



Młodą jabłonkę mam w swoim ogrodzie.
Codziennie patrzę jak mi się rozwija
I czy nie zmarzła na wietrze i chłodzie,
Który zabija.

O! jakże nikłe są jej pierwsze licie,
Zaledwie widne na gałązek końcu.
Tak długo czeka już na wiosny przyjście,
Marząc o słońcu.

Pomnę tę chwilę przed kilkoma laty,
Gdy ją sadziłem w pewien ranek złoty.
Zakląwszy w przyszłe jej liście i kwiaty
Część mej istoty.

Więc ile razy już kwiatami prószy
I wrasta w niebo czyste i błękitne,
Zawsze się zdaje wtedy mojej duszy,
Że ja tak kwitnę.

Jabłonko! tęskniąc za twą szatą białą,
Za wonnym spadłych twych kwiatów kobiercem,
Chciałbym cię ogrzać i otulić całą
Swem własnem sercem.