Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   54   —

Będę je gonił — rzekł Faraon śmiele,
Miecz krwawy w ręce pochwycę,
Wytnę ich hordy, łupy ich podzielę
Pośród zwycięskich okrzyków,
Spragnione dusze moich wojowników
Krwią ich nasycę.

Ale ty, Panie, w gniewie swym straszliwym,
Wionąłeś znagła wiatrem popędliwym.
Powstały burze — wraz nieznanym cudem.
I Faraona z niezliczonym ludem,
I wozy jego wysokie,
Pokruszone hełmy, bronie
I zbrojne jeźdźce i waleczne konie
Połknęły fale głębokie.
Jak ciężki kamień, albo ołów zsiadły,
W dno ciemne morza upadły.

Boże przedwieczny! Tyś jeden prawdziwy,
Któż w gniewie swoim jako Ty straszliwy?
Sędzio czarnych nieprawości,
Potężny, dzielny, wszechmożny,
Pouściłeś ogień swej zapalczywości,
Huknął piorun, błysły gromy,
A jak stosy wiotkiej słomy
Spłonął bezbożny.

Czas przyjdzie, gdy odejmiesz naszych trudów brzemię,
Zajdziemy z Tobą w obiecaną ziemię,
Usłyszą o nas potężne narody,
Moab, Idom i silne ich grody;
Strach ciężki padnie na możne książęta,
Ziemia bojaźnią przejęta,
Dumny Filistyn umilknie ze drżeniem
Przed Twem ramieniem.

Wtenczas, o Panie, na górze Syonu
Dziedzictwa Twego latorośl posadzisz,
I dasz nam ziemię obfitego plonu
I wrogi nasze wygładzisz.

Wtenczas się korząc przed Twym świętym progiem
Śpiewać ci będziem, boś Ty naszym Bogiem.
Bo łaski Twoje niezmienne,
Bo Twoja, Boże, prawica wzniesiona,
Jeźdźce i konie, wozy Faraona,
Gdy wrzuca w nurty bezdenne;

Dla ludu Twego morze się rozdziela,
Fale cofają się wstecznie —
I dno przepaści hufce Izraela
Przeszły bezpiecznie.

(J. U. Niemcewicz).

II. Pieśń Debory.
(Po zwycięztwie nad Sysarą, wodzem Chananejczyków).

Pieśń ma zagrzmi i zahuczy, i zatętni wzdłuż i wszerz:
Słuchaj, ludu, i ty, ziemio, moje słowa w uszy bierz!
Słuchaj ludu mój, słuchajcie wy, książęta i królowie:
Ja, ja matka w Izraelu, ja zaśpiewam pieśń Jehowie!
Kiedy wyszedł Pan ze Seir, gdy przez pole Edom szedł,
Ziemia drżała, góry mdlały, potok Cyson kurczył grzbiet.
Lew w pustyni przypadł k’ziemi i zakwilił, jak pacholę,
Kiedy wyszedł Pan ze Seir, przez edomskie gdy szedł pole.
Z chananejskich wozów konie lud mój ujrzał wśród swych łąk;
Zdarto tarcze z jego ramion, wytrącono drzewca z rąk;
Po winnicach ptak się zdziwił, obcej mowy słysząc głosy:
Cudze sierpy żąć poczęły po pszenicznych łanach kłosy.