Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   302   —

i osiąga cel przy pomocy różnych sztuczek i praktyk szalbierskich, nie wyłączając morderstwa dla rabunku, a tem bardziej pospolitego oszustwa lub kradzieży. Z obszernej całości „Satyrykonu“ pozostało tylko 18 fragmentów z księgi XV i XVI. Przedstawiają one niedokładny obraz działalności Enkolpiosa i jego towarzysza, wraz z wspólnym ulubieńcem Gitonem, w południowych Włoszech, a mianowicie w Kampanii (Neapolu?) i Krotonie. Najobszerniejszym i najważniejszym z tych fragmentów jest opis uczty u bogacza Trymalchiona. Jest-to prostak i nieuk, który udając oczytanego w literaturze, każe Agamemnonowi porwać Helenę i prowadzić o to wojnę Trojanom z Tarentynami; za młodu był niewolnikiem i przez lat czternaście dogadzał chuciom swego pana, za co po jego śmierci otrzymał znaczny zapis i to właśnie było rozczynem jego majątku. Zbogaciwszy się na szczęśliwych przedsiębiorstwach handlowych i lichwiarskich pożyczkach, obecnie jest tak bogaty, że nawet nie wie, ile ma majątku. Popisuje się nim wszakże przy każdej sposobności, a nawet marzy o tem, żeby kupić całą Apulię. Używanie wyrafinowanych przyjemności stanowi jedyny przedmiot jego myśli. Na swoje zbytkowne uczty rad przyjmuje wszystkich, bo może w ten sposób popisać się wszystkiem, co jako swoją chlubę uważa, i zabawić się w towarzystwie ludzi tej samej wartości moralnej. Enkolpios i Ascylt, przygotowawszy się należycie, przybywają do niego na ucztę.

„Nakoniec położyliśmy się na sofach przy stole biesiadnym. Wnet ukazali się niewolnicy z Aleksandryi egipskiej i każdemu z nas nalali na ręce wody, ochłodzonej śniegiem. Inni znowu umywali nam nogi i obcinali paznokcie nader ostrożnie i zręcznie. Tej niezbyt miłej operacyi nie dokonywali oni bynajmniej w milczeniu, lecz równocześnie śpiewali. Wzięła mnie chętka przekonać się, czy też wszyscy niewolnicy śpiewają i w tym celu zażądałam napoju. Natychmiast przybiegł jeden z nich i powitał mnie przeraźliwym śpiewem; w taki sam sposób postępował każdy, od którego żądano, aby co podał. Rzekłbyś, że się znajdujesz pośród chóru teatralnego, nie zaś w sali jadalnej bogatego obywatela“.

„Po chwili wniesiono przekąski dla zaostrzenia apetytu. Wszyscy goście już się byli pokładli, oprócz samego Trymalchiona, któremu wedle nowomodnego zwyczaju pierwsze przeznaczono miejsce. Przekąska składała się z korynckiego dorsza, na którego grzbiecie leżały misterne sakwy, a w nich z jednej strony znajdowały się białe, z drugiej czarne oliwki. Ryba ta spoczywała na dwóch półmiskach, z których każdy miał na brzegu wyryte nazwisko Trymalchiona oraz wagę srebra. Na małych talerzykach, bramowanych stalą, leżały szczury marynowane w miodzie i posypane makiem. Dalej w srebrnych koszykach mieściły się gorące kiełbaski, a obok nich stały śliwki syryjskie i ziarnka jabłek punickich (granatowców). Gdyśmy się rozkoszowali w smakowitych przekąskach, dały się słyszeć dźwięki muzyki, śród której wniesiono niebawem samego gospodarza domu, Trymalchiona, i usadowiono go na miękkich poduszkach. Na ten widok niektórzy z lekkomyślnych gości wybuchnęli śmiechem. Co prawda, trudno było utrzymać powagę. Łysa bowiem jego głowa wystawała zabawnie ze szkarłatnego płaszcza, o wokół obciążonej ozdobami szyi zawiązano mu obszytą purpurowym szlakiem serwetę. Na małym palcu lewej ręki miał duży złocony pierścionek, a na przednim stawie sąsiedniego palca, — mniejszy, lecz — jak mi się zdawało — szczerozłoty pierścionek, wysadzany gęsto stalowemi gwiazdkami. Ażeby więcej jeszcze pokazać swych bogactw, obnażył prawe ramię,