Strona:Objawienia Najświętszéj Maryi Panny w Gietrzwałdzie.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że na tęż chorobę niemasz żadnego lekarstwa i że żadna sztuka lekarska nie wyleczy choréj. Jeden z lekarzy wyrokował: „że tylko P. Bóg cudem pomocy udzielić może!“ a wyrok jego spełnił się dosłownie za przyczyną Najśw. Panny Gietrzwałdzkiéj. — Choroba dręczyła przeważnie pierś i wnętrzności, a lekarze mówili, że w skutek ciężkiéj pracy i ciężkiego porodu wnętrzności jéj są oberwane. Pewien lekarz kazał ją ściągać szerokim pasem, co jéj ulgę przyniosło tak, że bez tego pasa ani chwilki obejść się nie mogła. Uboga leżała ciągle w znak, nie mogła leżeć na boku, ani się poruszyć nie mogła, ponieważ każde poruszenie niezmierny jéj ból sprawiało. Kiedy ja, rodzony brat, przy odwiedzeniu jéj rękę podałem, to jéj to tak wielki ból sprawiło, że przy pożegnaniu z bojaźni przed bólem, ani mi ręki podać nie chciała. Ani jeść nie mogła, bo za każdym pokarmem lub napojem nastąpiły okropne boleści. Także nie wolno jéj było mówić, bo i to jéj wielki ból sprawiało; leżała więc jak niema, i jak nieprzymierzając kawał drzewa. Diwno, że mimo ciągłego leżenia przez lat jedenaście jéj ciało się nie odleżało, jak się to zwykle zdarza u chorych długo leżących; natomiast pokryło się jéj ciało na grzbiecie i plecach grubą skórą, podobną do skorupy, która od czasu do czasu się kruszyła i ździerała i zaś narastała.
Na prośbę jéj dobroduszny X. proboszcz pisał po wodę z pobłogosławionego źródła do Gietrzwałdu, z którego téż 31. października mała flaszeczka nadeszła. Gdy Juliana Nawrót z wielką pobożnością i mocną wiarą téjże wody skosztowała, zaraz się uczuła być mocniejszą, i zaraz téż ów pas, którym była skrępowana przez jeden rok i trzy miesiące, z siebie zrzuciła; sama go sobie odpięła, chociaż przedtém rękami ani ruszyć nie mogła. Wstawszy natychmiast z łoża, wyszła na podwórze, aby oglądać niebo i świat Boży; wróciwszy do izby, zaczęła się ubierać i włos splatać; nikogo nie było wtedy w domu. Gdy nadchodząca siostra Juliannę ujrzała na izbie, zawołała z zadziwieniem: „cóż to porabiasz — czyś już zdrowa!“ — Odpowiada Julianna z uśmiechem: „dzięki Bogu i Najśw. Pannie! jużem zdrowa jak ryba w wodzie.
16. i 17. Zdarzyło się, że właśnie w tym czasie zachorował ciężko pewien człowiek. Gdy 2. listopada kapłan z Przenajświętszém przechodził mimo chaty Julianny, aby chorego zaopatrzyć na śmierć, ozdrowiała Julianna bieżała do domu