Strona:O Krasnoludkach i żelaznych górach (1929).djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 8 —

Wnet wezwano chłopca tego, chłopca tego młodziutkiego... Stanął zdziwion przed swym panem, królem nigdy niewidzianym...
W ręku miał czapeczkę małą, schylił głowę złotą całą... Wzrok swój jasny podniósł śmiało i wysłuchał mowę całą...
Gdy król skończył, rzekł do pana:
— Twoja wola wysłuchana... Idę zaraz, wiercić będę, aż to przejście ci posiędę...
Gdy wszedł cicho do swej chatki, patrzy, kto to? gość to rzadki... Krasnoludek umknął z domu... wszedł widocznie pokryjomu, potem cicho mu zanucił, by się nigdy nie obrócił, gdy przewiercać otwór będzie, bo na każdem miejscu wszędzie, będzie pokus co niemiara... taka dola jego szara...
Więc się zaśmiał Olaw cicho i rzekł: — Dobre jakieś licho, że przestrzega mnie i radzi... Dobrze! słuchać nie zawadzi...