Strona:Noc letnia.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przemówić, nikt radzić by wrócił do zamku — Przwykli słuchać woli nieugiętéj pana i teraz jéj hołdują, choć ona już nie z tego świata — Im samym ten dzień wygląda nakształt ciemnéj nocy — im samym do mózgu wdziera się obłąkanie! — «Może wsiadła na łódkę, popłynęła z mężem pomiędzy te kępy, za te wysepki — Hej! sześciu z was, bierzcie się do wioseł — i my téż popłyniemy za nią» — Usłuchali, on siadł na statek, odbili od brzegu — «Czego jęczycie tak dzisiaj — czy woda wam twardsza?» — Oni nic nie odpowiadają, tylko jadą prędzéj — Za niemi reszta dworzan, jak kto mógł, skacze w inne łodzie — Dużo ich pojechało za starym panem — Dużo zostało na brzegu bo zabrakło czółen.

Noc letnia ornament1.jpg