Strona:Noc letnia.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Boga w przestrzeniach — Olśnął na chwilę, idzie dalej omackiem, aż tu znów ujrzał krew czerwoną na ziemi — Wszystkie mary snu strasznego otoczyły go napowrót w jawu promieniach — Tak jak widział że upadli, tuż przed nim rozciągnione leżą ciała córki i synowca — Wzniósł ręce w górę wzorem tonących i bił niemi marne powietrze, jakby usiłował się wydobyć z tego piekła widziadeł — potem niewzruszony pozostał na miejscu! — Tymczasem tłoczą się zewsząd do komnaty przebudzeni goście, służebni, lennicy, a każdy u wnijścia struchleje i w słup się obróci — Wszystkich oczy skierowane na odwróconego pana i na zwłoki przebitych — Oboje leżą u stóp ślubnej łożnicy — Ramie wygnańca dotąd szyję siostry otula, jej głowa spoczywa na jego kolczudze, powyżej sztyletu co tkwi mu w piersiach — nikt nie przywarł im powiek — w świetle coraz bielszem słońca, szklnią się ich źrenice a krew wszędzie naokoło, i na pancerzu wodza i na piersiach oblubie-