Strona:Noc letnia.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żem się pokłonił królowi twojemu i szukał związków z obmierzłą krwią twoją, cudzoziemcze! — Teraz ja sam jeden zostałem na ziemi!» — Zadrżały na ten krzyk starca wszystkie szyby okien i wszystkie serca przytomnych — On chwycił miecz oburącz, «milczysz? Ojcowie moi byli wrogami twoich — gdybym miał syna byłby twoim wrogiem — córkęm jedynaczkę miał tylko — bierz ten spadek po niej!» — I spuścił miecz, ale żelazo wyrwało mu się z dłoni i roztrąca się o przyległe filary — na ten szczęk zerwał się pan młody i jeszcze starca wstrzymać usiłuje — Pasują się oba, z podziwu i przerażenia niepodobni sobie samym, dzikich zwierząt wzorem — Ale rozpacz sędziwe ramiona w żelazne kleszcze na chwilę przekuła — Pan młody choć tancersko gibki już dźwiga na barkach dłonie przeciwnika, już gnie się we dwoje — Starzec mdlejącego do reszty obalił i przekroczył przez rozciągnione ciało — Te-