Strona:Noc letnia.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


męża brzmi przeciągle w jego uchu? Zerwał się z łoża i kroczy gwałtownemi kroki — Darmo siedemdziesiąt zim przeciągnęło mu nad głową, on dumny dotąd! on nieodgadł tajemnicy życia! — Odmęt zgrozy, zemsty, wahań, postanowień wplótł mu serce na koło męki — Króla i zięcia i siebie przeklina — lecz nie pęknie serce zanim wejdzie pierwszy promień słońca!

Noc letnia ornament1.jpg


Wreszcie styrane ciało padło na krzesło o złoconych poręczach i herbach — Zniżyły się ramiona, opuściły nogi — oko odsłonione, martwe, wlepiło się w przeciwległą ścianę — Choć nie rusza ustami, wciąż mu się zdaje że własny głos słyszy — choć leży w odrętwieniu, wciąż mu się zdaje że zamku przebiega komnaty, aż stanie w sali godowéj i znów ujrzy młodzieńca siedzącego wśród zgrai — «Precz mi ztąd, księże przybyłe z obcéj ziemicy — Przodki moje!