Strona:Noc letnia.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Wtem głosy rozhuzdane wzniosły zdrowie czyjeś w oddalonéj sali — On się wzdrygnął — ona może już niesłyszy — potem sypnęły się na krużganek gęstych stóp hałasy i z ukosa błysnęły pochodnie — «Boże! zawołał, wszak dasz braciom moim zwycięztwo!» — i uniósł zdrętwiałą w wnętrza ślubnéj komnaty — po murach zamku odbite wzorem piłek skaczą wiwaty podchmielonéj zgrai — Znać pan młody spieszy do żony, z pierwszym dnia promieniem — «Czy widzisz, krzyknęła, wyciągając ręce ku zwierciadłu, niepoznając już siebie saméj, jaki piękny anioł mój!» — «Ah! piękny,» powtórzył wódz z głuchym jękiem i upadającą przycisnął do piersi, w drugiéj ręce wzniósł śmiertelne żelazo — W téj chwili odgłos szybkich, lekkomyślnych kroków dochodził drzwi krużganku.

Noc letnia ornament1.jpg