Strona:Noc letnia.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozwiąże — Ah! zimno i słabo stało się w duszy wodza — Ta jedna chwila szczęścia co już przeszła teraz, siłę mu wszystką odjęła — Drży z bojaźni jakby teraz dopiero ujrzał długą rękę śmierci przytkniętą do serca kochanéj — Nie — on sztyletu na nią podnieść nie zdoła — jutro — pojutrze, on legnie w pierwszym lepszym boju — a ona niech żyje — najpiękniejsza postać wśród ziemskich, niechaj zostanie na ziemi! — Jęknął i porywa się z miejsca — ściany łamią się przed jego wzrokiem i plączą — on ucieka, lecz siostra doleci go u progu: «Co zamyślasz? gdzie gonisz niewierny! Albożeś nie przyszedł mnie wyzwolić? jedno wykraść i zhańbić mnie chciałeś?»

Noc letnia ornament1.jpg


«O! nie zdradzaj! — o! nie opuszczaj! — za chwilę cudzoziemiec tu przyjdzie i skazi tchnieniem nieskażoną twoją — a jeśli objęciom wroga ty mnie sam wydasz