Strona:Nikołaj Gogol - Obrazki z życia.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie okazywano mu żadnego szacunku. Woźni nie tylko nie wstawali z miejsc, gdy przychodził, lecz nie patrzyli nawet na niego, jak gdyby przez przedpokój przeleciała zwykła mucha. Zwierzchnicy postępowali z nim jakoś despotycznie — chłodno. Każdy pomocnik naczelnika stołu[1] podsuwał mu poprostu papiery pod nos, nie powiedziawszy nawet: „Proszę przepisać“ lub: „Oto, bardzo interesująca, śliczna sprawa“ lub czego przyjemnego, jak to bywa w dobrze wychowanem towarzystwie. A on brał papier do ręki nie patrząc, kto mu położył i czy miał prawo do tego — i zabierał się do pisania. Młodzi urzędnicy śmieli się i kpili z niego, o ile tylko stać było ich dowcip kancelaryjny, i opowiadali mu różne ułożone nań historye; o gospodyni jego, 70 letniej staruszce, mówili, że ta bije go, zapytywali, kiedy będzie ich ślub, sypali mu na głowę papierki, nazywając je śniegiem. Lecz Akakij Akakijewicz nie odpowiadał na to wszystko ani słowa, jakgdyby nikogo przed nim nie było. Nie miało to nawet żadnego wpływu na jego zajęcia: pomimo te wszystkie prześladowania, pisząc nie robił ani jednego błędu. Dopiero gdy żarty stawały się nie do zniesienia, gdy szturchano go w łokieć, przeszkadzając zajmować się pracą, mówił: „Dajcie mi spokój. Czemu dokuczacie?“ i coś dziwnego dźwięczało w jego głosie, gdy wymawiał te słowa. Coś było w tem takiego wzbudzającego litość, że pewien młodzieniec, który niedawno wstąpił do biura i zaczął podrwiwać z niego, nagle przestał, jak gdyby raniony i od tego czasu wszystko zaczęło mu się w innem świetle przedstawiać. Jakaś nadnaturalna siła odepchnęła go od towarzyszów, z którymi się poznał, sądząc, że są przyzwoitymi, obytymi w świecie ludźmi. Długi czas jeszcze później wśród najweselszych chwil w życiu jawił się w jego wyobraźni niziutki urzędnik z łysiną, z przejmującemi słowami na ustach: „Dajcie mi spokój, czemu mi dokuczacie“? A w tych przejmujących wyrazach jak gdyby dźwięczały jeszcze inne słowa: „toż ja twój brat“. Biedny ów młodzieniec zasłaniał sobie wówczas ręką twarz i nieraz później w życiu wzdrygał się widząc, jak wiele nieludzkości tai się w człowieku, jak wiele okrutnej twardości serca ukrywa się pod wytworną ogładą towarzy-

  1. „naczelnik stołu“ (stołonaczalnik) jest urzędnikiem, którego nie można nazwać wprost naczelnikiem, szefem biura, bo w tem samem biurze może być parę „stołów“ t. j. oddziałów (sekcyj) tego biura, a każdy „stół“ ma swego naczelnika z pomocnikiem i pisarzem (lub paru pisarzami). „Naczelnik stołu“ nie jest zatem jakąś znaczną „figurą“.