Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pochód, zażegnać i uśmierzyć nawałnicę. Rozumiał, że to w jego jedynie jest mocy: króla swojego kozactwo usłucha.
Zabronił więc wysyłać przeciw Chmielnickiemu wojska: nie chciał domowej wojny, sam uspokoi grozę.
Niestety, umarł w drodze.
Polacy lekceważyli jeszcze niebezpieczeństwo: zbuntowani chłopi mordują bezbronnych, lecz wobec wojska pierzchną.
Okropnem doświadczeniem przekonali się o swej pomyłce: pod Żółtemi Wodami padł kwiat młodzieży polskiej, którą lekkomyślnie wyprawiono w pole, ażeby w łatwej walce z opryszkami uczyła się zawodu rycerskiego.
Pod Korsuniem obaj hetmani dostali się w moc wroga, który coraz zuchwalej, srogi, szyderczy, dumny, wkraczał w głąb kraju, pozbawionego obrońców.
Co począć bez króla, wodzów, gotowego wojska?
Sejm zwołany w popłochu wybrał trzech regimentarzy, czyli czasowych wodzów, i zwołał pospolite ruszenie t. j. wystąpić winien cały stan szlachecki, wszyscy rycerze, zdolni do noszenia broni.
I wyruszyły olbrzymie tabory ze sprzętami, strojami, z całym przepychem, który miał ustraszyć wroga. Na czele trzej wodzowie, których Kozacy przezwali »Pierzyna«, »Łacina« i »Detyna«, czyli: Stary, Uczony i Dzieciak.
Mieli słuszność. Pod Pilawcami, usłyszawszy, że nieprzyjaciela już widać, wodzowie pierzchnęli