Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


sprawiedliwość: to przestępcy, zbrodniarze, rozbójnicy, którzy tu najpierw szukali schronienia, tu czuli się bezpieczni. Kto go wyśledzi w stepie, w bujnej trawie? kto doścignie przez wiry na wyspie Dnieprowej? Hej, wiatr tu tylko może coś wiedzieć o tobie — od człowieka tuś wolny.
Lecz i zbrodniarz niezawsze godzien potępienia: popełnił ktoś występek w uniesieniu, pomścił się krzywdy srogiej — i nie chce, aby go karali ludzie. Rzuca kraj i rodzinę, majątek i wszystko, co dotąd jego życie stanowiło, tam w stepie Bóg z nim uczyni, co zechce. Śmierci on się nie boi.
I nieszczęśliwi tutaj szukali schronienia. Gdy lud zaczęto pracą obarczać nad siły, obchodzić się z nim srogo, zabroniono opuszczać złego pana — zaczęły się ucieczki chłopów. Opuszczali wieś rodzinną i dalej lasami, aby w step, do swobody — tam ich nikt nie znajdzie. Takich zbiegów przybywało coraz więcej, pamiętnych krzywdy, z sercem zaprawionem do srogości i okrucieństwa. Tutaj ziemia niczyja, a żyzna, a piękna: siej, rolniku, tuś sam panem sobie, co obejmiesz, to twoje.
A przybywali i tacy, którzy chcieli użyć swobody. Nic na nich nie ciążyło, ale podobało im się wolne, a niebezpieczne życie w stepie, śmiałe wyprawy Dnieprem na czajkach za morze, na Turka-poganina, wesołe życie, sława.
Na stepie powstawały coraz liczniejsze osady, gdzie przepędzano zimę; w lecie — kto miał rodzinę — pozostawiał »baby« i dzieci.
Ledwie wiosna dogrzała słoneczkiem i step zbudzoną trawą pozieleniał, większość porzuca