Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nej wyspy, letniej stolicy ich państwa. Pójdźmy za nimi.
Minęli już progi, są u celu. Przed nimi wyspa, skalista, piaszczysta; ludno na niej i gwarno — czy to obóz?
Coś w tym rodzaju. Nie miasto, ani osada — domów mieszkalnych niema, oprócz paru lichych lepianek, reszta namioty, w gromadach stojące oddzielnych: to kurenie i kosze, na które ta ludność się dzieli. Ludność wyłącznie męska, »baby« nie spotkasz w Siczy, najsurowiej wstęp im wzbroniony: po śmierć przyszłaby chyba.
Hej, wolne tutaj życie od wiosny do jesieni, póki ciepło! Nad głową niebo, a nad duszą Bóg — i swoboda każdemu. Bęben tylko ogłasza niekiedy rozkazy, lecz gdy milczy — hulaj dusza bez kontusza! czyń, człowiecze, czego zapragniesz: pić — to pij, póki życie się kołacze; skacz, krzycz, szalej, jeśli ci tego potrzeba; albo leż na słońcu, mocuj się z wirami, zarzucaj sieci, gdzie ptak przelatujący dziwi się twej obecności; albo radź w kole starszych, jeśli masz rozum w głowie — tu pana niema: sam wybrałeś sobie wykonawcę twej woli i możesz odebrać mu władzę — to kraj wolnych Kozaków.
Nie odrazu wyrośli oni tutaj z ziemi i długa to historja, skąd powstali, — słyszeliśmy już o nich za króla Stefana, teraz może przypatrzymy im się zbliska.
Nieprzejrzane stepy nad Dnieprem i Donem długo pustemi były: to tatarskie szlaki, któżby się ważył tutaj zakładać osadę? Ale zawsze są ludzie, dla których straszniejsze od Tatarzyna — prawo,