Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Choć ci wiem, że tam bez dział i tej armatury
Weźmiem miasto odrazu, opanujem mury,
Bo giaurów strach nagły weźmie, niespodziany,
Przepadną w ziemię, albo zapomną obrany«.

(W. Potocki).

Strach nie wziął ich jednakże, Turcy zostali odparci i musieli prosić o pokój, zrzekając się wszelkich zdobyczy.
Nie wiedzieli, że — kiedy pokój został podpisany — w Chocimiu była tylko jedna beczka prochu.


Wyprawa Chocimska.


Trzema szlachy[1] idą Lachy,
A Kozaki czterma walą;
W trawach pławią się po pachy,
Z rusznic palą, świecą stalą,
A chłop w chłopa, a koń w konia,
Aż stękają wokrąg błonia.
Gody, bracia! Dzień wesoły!
Jako mrowia — koni, luda;
Lud i konie jak sokoły!
Nasz Archanioł sprawia cuda!
Godyż, gody! — Z boków, z przodu
Grzmi roznośna pieśń pochodu.
Tam — tam hasa jeździec srogi!
Ho — królewicz sam — na przedzie[2].
Czarnobrewkiż nasze z drogi!
Panicz w jasyr was zawiedzie.

  1. Szlak — droga.
  2. Królewicz wtedy, a później Władysław IV.