Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ale Osman drwi z tego — któż mu się oprzeć zdoła?
Z dumą spojrzał na szyki swoje: dzielne roty janczarów[1], lśniące pancerze spahów[2], Murzynów i Azjatów, straszliwe słonie z wieżami na grzbiecie, wielbłądy, pyszne ogniste rumaki, na całe mrowie ludzi niezliczone, nieprzejrzane obozy.
W puch rozniosą te mury jego niewolniki — wieczerzę w zamku chocimskim chce spożyć!
Wola Osmana prawem: tłumy ruszyły się z miejsca, spadają jak lawina z gór strącona, rozpoczyna się bój zawzięty.

»Sam stał Osman na górze pod zielonym znakiem,
Opasany po świetnym kaftanie sajdakiem[3], —
Skąd mógł wojska obaczyć, jako trzeba, obie,
Mając grono zwyczajnych pochlebców przy sobie.
Stamtąd ludzi szykuje, niecierpliwy zwłoki«.


A w dole już wre bitwa, krew się leje. »Bigos z ołowiu i prochu« podał Chodkiewicz na przyjęcie gości i częstuje nim hojnie. Nawała turecka rozbija się o żelazny mur pancerzy. Świata nie znać w kurzawie, słuch odjęły gromy. Padają obrońcy, ale nie ustąpią kroku, bezsilna wściekłość łamie się i kruszy o niezwalczone męstwo.

A tymczasem dzień schodzi, noc zapada. Z niczem powraca Osman do obozu, grozi, straszy i karze wodzów, a Chocimowi zaprzysięga zgubę.

  1. Janczary — piechota turecka.
  2. Spahi — konnica.
  3. Kołczan na strzały.